Partner serwisu
08 sierpnia 2014

Niczym domek z kart

Kategoria: R&D

Poszukiwanie optymalnego składu produktu leczniczego można porównać do przebudowy domku z kart – zmian trzeba dokonywać tak, by wymienić to, co jest istotne, nie burząc przy tym misternie ułożonej całości.

Niczym domek z kart

Optymalizacja formulacji produktu leczniczego jest pojęciem relatywnym. Zmianę składu leku inaczej postrzega technolog nadzorujący produkcję, inaczej analityk kontrolujący jakość, inaczej urzędnik sprawujący pieczę nad rynkiem farmaceutycznym, a jeszcze inaczej ekonomista odpowiedzialny za liczby. Ulepszenie dla jednego, może oznaczać pogorszenie dla innego. Bez względu jednak na tzw. „punkt siedzenia”, należy przestrzegać żelaznej zasady, opartej o rachunek ekonomiczny, mówiącej o tym, że efekty podjętych prac muszą przerastać poniesione nakłady mierzone w realnej perspektywie czasu, nawet jeżeli mówimy o efektach długofalowych. Ważne jest zsumowanie wszystkich kosztów, również tych potencjalnych, realna ich ocena wyrażona w danej jednostce oraz określenie wszystkich spodziewanych zysków, najczęściej w konkretnej kwocie. Dzięki takiemu podejściu usprawniamy komunikację pomiędzy interesariuszami zaangażowanymi w proces decyzyjny na poziomie firmy. Ciężko jest mówić o optymalizacji składu, jeżeli jej efektem jest podniesienie ogólnie rozumianych kosztów wytwarzania. Takie przypadki oczywiście zdarzają się, ale nie są one przedmiotem tego artykułu.

Proces trwający w nieskończoność

Warto zwrócić uwagę, że stworzenie optymalnego składu produktu leczniczego nie powinno być głównym celem na etapie rozwoju i wdrażania do sprzedaży nowego leku. Są tego dwa powody. Po pierwsze zasadniczym celem rozwoju nowego produktu jest jak najszybsze wprowadzenie go na rynek i zapewnienie mu możliwie najlepszej niszy rynkowej. Po drugie to co jest dobre dziś, może okazać się niewystarczająco dobre jutro. W związku z tym proces optymalizacji składu może trwać w nieskończoność – nieustannie poszukując najlepszej możliwej receptury produktu, nigdy nie wprowadzimy go na rynek.

Poszukiwanie alternatywnego API

Po zarejestrowaniu produktu leczniczego i wprowadzeniu go do obrotu większość firm farmaceutycznych rozważa możliwość znalezienia alternatywnego źródła dostaw substancji czynnej (API – ang. Active Pharmaceutical Ingredient). Takie rozwiązanie gwarantuje bezpieczeństwo produkcji w szczególności pod kątem zapewnienia jej ciągłości. Jeżeli stosowane API jest opisane przez Farmakopeę Europejską (EP), to najprawdopodobniej będziemy musieli stanąć przed wyborem pomiędzy dostawcą posługującym się Europejskim Certyfikatem zgodności z monografiami Farmakopei Europejskiej (CEP – ang. Certificate of suitability to the monograph of the European Pharmacopoeia) a posługującym się ASMF (ang. Active Substance Master File). W ofertach tych dwóch grup dostawców wyraźnie widoczna jest różnica cenowa – przewagę mają ci drudzy. Wybór dostawcy musi być jednak poparty rzetelną analizą finansową i merytoryczną.

Koszty vs. oszczędności

Jeśli wybieramy dostawcę z ASMF-em, to zgodnie z europejskim prawem farmaceutycznym dokonujemy zmiany typu II (B.I.a.1)[1], co wymaga wprowadzenia istotnych zmian w dokumentacji rejestracyjnej i nierzadko związane jest również z dużymi nakładami na prace analityczne. Pierwszym działaniem jakie powinno zostać podjęte, jest audyt miejsca wytwarzania API, potwierdzający, że dostarczona dokumentacja odzwierciedla prace wykonywane w miejscu wytwarzania. Ochroni to zakład przed zaangażowaniem relatywnie dużych środków finansowych w prace na
dalszych etapach zmiany i potwierdzi bezpieczeństwo wytwarzanego produktu leczniczego. Niezbędna jest tu często daleko posunięta zmiana specyfikacji dla substancji czynnej, a nierzadko i specyfikacji dla produktu leczniczego. Do tego rewalidacji mogą wymagać metody analityczne stosowane zarówno dla API, jak i FDF (ang. Final Dossage Form) oraz, co najistotniejsze, proces wytwarzania – należy wyprodukować 3 serie, które potwierdzą jakość i stabilność produktu otrzymanego z zastosowaniem nowego API. Jeżeli na którymś z tych etapów prac pojawią się problemy, np. z opracowaniem nowej metody analitycznej lub co gorsza ze zmianami w procesie wytwarzania, to szybko może się okazać, że koszty przekroczą przewidywane oszczędności związane z wprowadzeniem nowego dostawcy API do dokumentacji. Poprawność wykonania zmiany powinna dodatkowo zostać potwierdzona wykonaniem profili uwalniania w trzech mediach potwierdzających równoważność biodostępności API z postaci farmaceutycznej [2].

Po stronie kosztów takiej zmiany należy ująć nie tylko ceny surowców potrzebnych do wytworzenia produktu, ale także:

  • wniosek o zmianę w urzędach rejestracyjnych,
  • przygotowanie i walidacja metod analitycznych,
  • wytworzenie serii produktu leczniczego,
  • przygotowanie zmiany, w tym wszystkich prac badawczych.

„Podczas optymalizacji składu produktu leczniczego należy przestrzegać żelaznej zasady – efekty podjętych prac muszą przerastać poniesione nakłady mierzone w realnej perspektywie czasu, nawet jeżeli mówimy o efektach długofalowych

Droższe = tańsze?

Odpowiednio sporządzona analiza kosztów może wskazywać, że wybranie dostawcy posługującego się świadectwem CEP będzie jednak prostsze i tańsze. Biorąc pod uwagę, że wymagania urzędów rejestracji w takim wypadku są dużo mniejsze (zmiana typu IAIN)[1], a zatem i łatwiejsze do spełnienia, może nawet wydawać
się tu zasadne kupowanie od dostawcy, u którego cena API jest wyższa, o ile takie działanie jest usprawiedliwione zapewnieniem ciągłości produkcji. Niestety i w takim wypadku wymagana jest solidna analiza ekonomiczna poparta bardzo wnikliwą analizą merytoryczną otrzymanej dokumentacji.

Fot.: www.photogenica.pl

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ