Partner serwisu
07 czerwca 2017

Dorosnąć do Braille’a

Kategoria: Artykuły z czasopisma

Wielokrotnie zastanawiałem się, po co Braille na opakowaniach? Przecież korzysta z niego tylko niewielka część społeczeństwa. Dziś wiem, że do alfabetu dla niewidomych na kartonikach, tak jak do wielu rzeczy, trzeba dorosnąć.

Dorosnąć do Braille’a

Mój pierwszy kontakt z produkcją kartoników i umieszczonych na nich informacjach w alfabecie Braille’a miał miejsce wiele lat temu. Jak dziś pamiętam nazwę tego kartonika – było to opakowanie na Baclofen dla firmy Polpharma: tłoczniki umieszczone w wykrojniku, duża ilość kartoników na wydrukowanym arkuszu, nieosiągalne w realizacji zalecenia dotyczące wysokości tłoczonych punktów. Było to prawdziwe wyzwanie technologiczne. Kilkanaście godzin ustawiania wykrojnika, godzina wykrawania i tłoczenia i… zlecenie zrealizowane. Takie były nasze początki. Zarówno my, jako drukarnia, jak i nasi klienci uczyliśmy się „zrozumieć Braille’a”. Przypuszczam, że podobnie rozpoczynała większość drukarń.

Wielokrotnie zastanawiałem się, po co Braille na opakowaniach? Przecież korzysta z niego tylko niewielka część społeczeństwa. Po co tyle zachodu z jakością wysokości tłoczonych punktów, precyzyjnym pozycjonowaniem na kartoniku, walka z mikropęknięciami? Dla nas – drukarzy – to przecież tylko niepotrzebne utrudnienia i powód do otrzymywania od odbiorców uwag jakościowych, a czasami również i reklamacji. Z perspektywy czasu i naszych doświadczeń produkcyjnych oraz odbiorców kartoników – reklamacji nie zawsze uzasadnionych. Takie były początki.

Świadomość tłoczenia Braille’a na kartonikach

Do Braille’a na kartonikach, tak jak do wielu rzeczy, trzeba dorosnąć. Jako wykonawca opakowań farmaceutycznych do potrzeby Braille’a na opakowaniach dorośliśmy bardzo szybko. Niezbędna okazała się współpraca z Polskim Związkiem Niewidomych i test, jaki panie z PZN na nas wykonały. Postawiono przed nami kilka realizowanych przez nas opakowań farmaceutycznych bez napisów Braille’a. Wśród nich znajdowały się opakowania tego samego leku, ale o znacznie różniących się dawkach. Proszono nas o wybranie odpowiednich opakowań. Wydawałoby się, że jest to dziecinnie proste zadanie. Następnie zasłonięto nam oczy i poproszono o ponowne wybranie tych samych opakowań. Jednocześnie mieliśmy zastanowić się nad tym, że możemy dany lek zażyć sami, lub podać swojemu dziecku. W tym momencie zrozumieliśmy wszystko. Opakowania okazały się nie do zidentyfikowania. Jeżeli dodamy do tego taką samą wielkość blistra i tabletki, sytuacja staje się nie do pozazdroszczenia. Natychmiast powstało pytanie: dlaczego tyle opakowań nie ma napisów w języku Braille’a? Co ze środkami chemicznymi? Część z nich może być bardzo niebezpieczna w przypadku ich niewłaściwego zastosowania. Nasunął nam się jedyny możliwy wniosek – kartoniki, które produkujemy z Braille’em, musimy wykonywać z najwyższą jakością. Może dzięki temu uratujemy komuś zdrowie, bądź życie. Na pewno jednak zwiększamy bezpieczeństwo osób mających w rękach wyprodukowane przez nas opakowania. Warto tak robić, jeżeli to będzie dotyczyć choćby tylko jednej osoby.

W przeciągu kilku minut z oponentów wobec Braille’a staliśmy się może nie jego orędownikami, ale zrozumieliśmy, jak jest on potrzebny. Bez takiej wiedzy i zrozumienia nie ma możliwości produkowania opakowań z najwyższymi standardami jakościowymi.

 

Cały artykuł został opublikowany w numerze 2/2017 magazynu „Przemysł Farmaceutyczny”

Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ