Partner serwisu
Tylko u nas
05 marca 2018

Kropeleczka w morzu potrzeb. Rozmowa z Ireną Rej, Prezes Izby Gospodarczej FARMACJA POLSKA

Kategoria: Artykuły z czasopisma

– Resort zdrowia obiecuje, że będzie popierał innowacyjność, czego jednak się obawiam – o leku innowacyjnym, zmianach prawnych i innych wyzwaniach, jakie stoją przed branżą farmaceutyczną w Polsce, mówi Irena Rej, Prezes Izby Gospodarczej FARMACJA POLSKA.
 

•    To będzie trudny rok dla farmacji?

Niełatwy. Wyzwań przed branżą jest bardzo dużo. Dostosowanie się do dyrektyw europejskich w zakresie ustawy fałszywkowej, wprowadzenie w życie ustawy dotyczącej systemu elektronicznego przekazywania danych w zakresie obrotu lekami, czyli ZSMOPL. Ponadto kolejne negocjacje w sprawie leków, które są już na rynku od pięciu lat. To dla firm farmaceutycznych bardzo istotna sprawa, ich „być albo nie być”.

Problem stanowi też ustawa o jawności życia publicznego. Znalazły się w niej bardzo niebezpieczne zapisy dla naszej branży. Pamiętajmy, że każda firma przechowuje i chroni swoje wrażliwe dane finansowe. Dodatkowo, ustawa mówi o tym, że nie można się kontaktować z osobami publicznymi, do których zaliczmy lekarzy czy pielęgniarki. To uniemożliwia nam wykonywanie podstawowego obowiązku, jakim jest raportowanie informacji o działaniach niepożądanych, co wymaga właśnie kontaktu z osobami określanymi jako „publiczne”, co zostało zakazane.

•    Jakie jeszcze inne zapisy prawne panią niepokoją?

Od 25 lat przyglądam się, jak ewoluuje ustawa „Polityka Lekowa Państwa”. Na przestrzeni lat zmieniały się jej priorytety. Czekam zatem na konkretne decyzje, ponieważ ten dokument zapewni stabilność branży farmaceutycznej. Resort zdrowia obiecuje, że będzie popierał innowacyjność, jestem jednak sceptyczna.

•    Dlaczego?

Gdyż na usprawnienia potrzebne są duże nakłady finansowe, a nie zapowiedziane 500 mln zł. Taka suma to nawet nie kropla, lecz kropeleczka w morzu potrzeb. Dodatkowo nie mówi się nic konkretnego o tym, czym dokładnie ta innowacyjność jest. Może warto byłoby zacząć od tego, żeby nagradzać firmy generyczne, gdy wprowadzają tzw. wartości dodatkowe, czyli np. lepszą formę podania, bardziej przyjazną dla pacjenta itp. To wszystko jest innowacyjnością, choć przez małe „i”. Przez duże „i” określiłabym innowacyjność firm w zakresie leków biologicznych. O nich mówi się, że to przyszłość branży i wyzwanie dla przemysłu farmaceutycznego.

•    Ile czasu potrzebuje farmacja w Polsce, aby wytworzyć lek innowacyjny?

Mówienie, że w ciągu dwóch lat dokonamy tego w Polsce, jest po prostu zaklinaniem rzeczywistości. Technologicznie nie ma bowiem takiej możliwości. Przede wszystkim z uwagi na to, że badania kliniczne trwają ok. 5 lat. Sama rejestracja zajmuje prawie dwa lata. Chciałabym, żeby ci, którzy chcą nam pomóc, zapoznali się wcześniej ze szczegółami dotyczącymi powyższej procedury i zbadali, ile czasu pochłania ona innym krajom europejskim. Polski Urząd Rejestracji świetnie funkcjonuje – może udzielić władzom wielu rzetelnych informacji na temat procedur. Zamiast tego jednak rzucane są tylko obietnice. Czy z tego coś wyjdzie? Chciałabym, ale nie wiem.

•    Nowelizacja Prawa farmaceutycznego również trwa długo.

Nie widać tu szybkiego procedowania, choć przy niektórych ustawach „politycznych” taka droga jest już w Sejmie stosowana. Dlaczego więc nie można jej uruchomić dla ważnych spraw społecznych, by Polacy zyskali szybki dostęp do leków?

Myślę, że musimy nauczyć się koncentrować równolegle na rzeczach małych i drobnymi krokami zmieniać to, co możliwe. Wtedy dopiero będzie można działać na rzecz rozwoju farmacji.

•    Gdzie w tym wszystkim są pacjenci?

Decydenci, jak również osoby pracujące w farmacji, powinni wyznawać zasadę, że to nie oni są dla pacjenta, tylko lek. Nie chodzi więc o walkę, że „jestem lepszy, jestem innowacyjny albo jestem generyczny”. Lek ma służyć dobru pacjenta. Powinniśmy pamiętać, w jakiej branży jesteśmy i dla kogo wszystko robimy. Oczywiście, pieniądze są bardzo ważne, gdyż po to pracujemy, ale nie mogą być one na 1. miejscu. Polska od zawsze opiera się wyłącznie na generykach. Dzisiaj mamy różne programy, nowoczesne leki, technologie. Byliśmy biednym krajem, a i tak zrobiliśmy ogromny skok w zakresie hurtu farmaceutycznego, aptek i wyposażenia. Europa robiła to przez 15 lat, my – w 5. Dlaczego? Bo nam nikt nie przeszkadzał. Jeśli rząd chciałby więc pomóc, to przede wszystkim powinien analizować i wsłuchiwać się w to, co branża mówi. Potrzebne są zatem zmiany w przepisach Prawa farmaceutycznego, których od wielu lat nie możemy się doczekać. Przejdźmy w końcu od słów do czynów.

•    Zaczęliśmy od trudności, jakie czekają farmację. Z pewnością jedną z częściej wymienianych są braki kadrowe.

Wydaje mi się, że pojęcie „braki kadrowe” jest mocno przesadzone. Do pracy w zakładach produkujących leki, do biotechnologii, kształcą się ludzie na wydziałach biologii, inżynierii molekularnej, fizyki, farmacji, chemii. Problemem jest, aby ci specjaliści byli dobrze opłacani i umieli stworzyć zespół badawczy. Dziś mamy dużo szerszy dostęp do wiedzy niż kiedyś. Pojawiły się fantastyczne możliwości zapoznania się z literaturą publikowaną nie tylko w sieci.

•    A problem właściwego oznaczania leków i suplementów?

One są i muszą być odróżnione, gdyż suplementy zaliczamy do żywności. Coraz więcej bardzo poważnych firm w reklamach umieszcza komunikat: „suplement diety”. I o to chodzi, żeby nie „czarować”, że jest to coś innego niż jest, by konsument dokładnie wiedział,
co zażywa. Chociaż i tak, gdy zobaczy kapsułkę, która ma taką samą formę jak lek, pomyśli, że się nią wyleczy. Stawiałabym zatem na dalszą edukację społeczeństwa, na tłumaczenie, że jeżeli brak nam np. selenu, to będziemy mieć słabe włosy, jeśli mamy niedobór wapna, nasze kości staną się słabe itp.

Gdy słyszę utarty slogan: „Weź suplement x, przestaną ci wypadać włosy”, podchodzę do niego z dużą rezerwą. Nie można tak po prostu zażyć określnego preparatu, bez poznania przyczyny problemu. Trzeba wcześniej pójść do lekarza, kosmetyczki, fryzjera, trychologa… Znaleźć przyczynę problemu i dopiero wtedy kupić odpowiedni lek czy suplement. Każdy człowiek powinien wsłuchiwać się we własny organizm i nauczyć się, co mu służy, a co – wręcz przeciwnie – szkodzi.

•    Á propos. Coraz silniej działają ruchy anty- szczepionkowe, co może spowodować nawrót epidemii groźnych chorób. Jak można przekonać społeczeństwo do szczepień?

Obserwuję z przyjemnością, że w niektórych popularnych serialach został poruszony temat antyszczepionkowy. Widzowie utożsamiają się bowiem z telewizyjnymi bohaterami. To bardzo dobra metoda edukacji. Niestety, jeżeli rodzic upiera się, aby dziecka nie zaszczepić, przekonanie go, że popełnia błąd, jest niezwykle trudne. Czasami szczęśliwie się składa, że syn lub córka, mimo braku szczepień, nie zachoruje. Gorzej jest niestety wtedy, gdy tego szczęścia zabraknie i w konsekwencji choroby potomek będzie miał np. trwale uszkodzony mózg. To tylko przykład, ale co z sumieniem takiej matki lub ojca? Ciężkie choroby powracają – odra, gruźlica. Pojawia się realne niebezpieczeństwo.

•    Ostatnio w „Przemyśle Farmaceutycznym” zajmowaliśmy się wizerunkiem branży. Myśli pani, że farmacja ma dobry PR?

Każdy ma taki PR, na jaki zasłużył. Raz są lepsze chwile, raz gorsze. Cieszy mnie natomiast, że coraz rzadziej się mówi, że branża farmaceutyczna wydziera pieniądze z kieszeni pacjenta. Czy farmacja zasługuje, żeby jej robić zły PR? Z pewnością nie. Robimy dla społeczeństwa wszystko najlepiej, jak potrafimy. Zależy nam na tym, aby pacjentom żyło się wygodnie, bez bólu i uciążliwości. Należy zatem piętnować konkretne przypadki złych praktyk, ale bez ostracyzmu wobec całej branży.

Rozmowa z Ireną Rej została również opublikowana w nr 1/2018 "Przemysłu farmaceutycznego".

fot. 123rf.com/Irena Rej
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ