Wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Imieniny: Mikołaja, Emiliana KONTRAST

Partner serwisu:

Legalne namiastki leków

Ludwik Langer

Obserwując ostatni rok w branży, zastanawiam się coraz częściej: „Dokąd zmierzają polskie małe i średnie firmy farmaceutyczne?”. Wydawałoby się, że naturalnym ich celem powinny być: 1 – produkcja leków generycznych, leków opartych o surowce naturalne, tworzenie nowych zestawień już znanych substancji czynnych, 2 – uzupełnianie polskiego rynku o to, czego nie wytwarza big pharma, a jest potrzebne pacjentom. Niestety, coraz częściej małe i średnie firmy uciekają od tych zadań, wybierając znacznie prostszy sposób na swój rozwój i zwiększenie dochodów, i przerzucając się na produkcję suplementów diety i kosmetyków, które udają leki.

Intensywna reklama tych produktów powoduje, że pacjent gubi się i wierzy w prawdziwość przekazów reklamowych. Agencje marketingowe wyspecjalizowały się w takim podawaniu informacji, aby instytucje nadzorujące treść reklam nie mogły ich zakwestionować, mimo że przekazywane sugestie mają na celu wyłącznie zwiększenie obrotów, a nie dobro pacjenta.
Bardzo często oznakowanie kosmetyków i suplementów diety jest prawidłowe i spełnia wymagania tej kategorii produktów. Dołączone do nich ulotki są właściwe i zgodne z wymaganiami formalnymi. Natomiast wydawane oddzielnie kolorowe reklamówki czy broszury „gloryfikują” te specyfiki i przypisują im cudowne wręcz właściwości, których nie posiadają. W czasie kontroli produktu wszystko wydaje się w porządku, dopiero te dodatkowe materiały informacyjne skutecznie wprowadzają kupującego w błąd.

W interesie aptekarza leży, aby sprzedać to, czego chce pacjent, więc rzadko informuje o różnicy między lekiem a jego legalną namiastką – w końcu wszystko jedno, na czym zrealizuje swoją marżę. Tym bardziej że te namiastki są właśnie legalne, a wiele firm je produkujących stara się za wszelką cenę upodobnić swoje wyroby do leków. Pojawiają się więc produkty, których często nawet sami farmaceuci nie odróżniają od siebie. Mam tu na myśli szczególnie proste leki, kiedyś farmakopealne rejestrowane na uproszczonych zasadach oraz leki naturalne, tradycyjne, znane od lat. Dziś nie ma żadnych uproszczeń w procesie rejestracji leków wydawanych bez recepty. Opłaty są wysokie, więc firmy je wytwarzające często nie są w stanie konkurować z podróbkami wprowadzanymi legalnie do obrotu jako suplementy diety czy kosmetyki.
Często te pseudokosmetyki mają opakowania zbliżone wyglądem, wielkością, kolorystyką do leków, które naśladują, jednak, aby nie być lekami a kosmetykami, muszą się różnić od swych pierwowzorów, oczywiście na gorsze. Aby maść żywokostowa stała się kosmetykiem, musi zawierać znacznie mniej substancji czynnej i służy wtedy do pielęgnacji, a nie do leczenia. Wytwórcy tych „specyfików” za wszelką cenę starają się zmylić pacjenta po to, aby porównując w aptece lek i kosmetyk zauważał tylko wyższą cenę leku i miał wrażenie, że oferowany mu kosmetyk to jest to samo – tylko tańsze. Dziś najważniejsze zadanie marketingowców to wmówić pacjentowi, żeby zaoszczędził i wydał mniej na podróbkę niż na lek. Niektóre firmy, zauważając ten proceder, zaczęły słusznie podkreślać w swoich reklamach: „To lek, a nie suplement diety”.
Namawiam wszystkich producentów leków OTC, aby dodawali te sformułowanie do swoich reklam, ponieważ obowiązkowa regułka o radzeniu się lekarza lub farmaceuty działa raczej odstraszająco i nie przekonuje do zakupu. Po co przecież kupować coś, co może mieć działania uboczne? Znacznie lepiej kupić preparat, który nie ma takich ostrzeżeń, a według zapewnień producenta działa tak samo albo lepiej, niż oferowany lek. Dlatego matki często wybierają dla swoich dzieci suplementy diety, które nie ostrzegają przed skutkami ubocznymi syropów czy kropli, uważając je za lepsze i bezpieczniejsze, nie zdając sobie jednak sprawy z nikłej skuteczności tych namiastek leków. Wystarczy spojrzeć na analizy IMS, żeby przekonać się, jak wielka to konkurencja i problem dla producentów prawdziwych leków, którzy „chwytając się brzytwy” zmuszeni są wytwarzać dodatkowo tanie suplementy diety.
Najgorsze jest to, że cała ta sprawa tak naprawdę nikogo nie obchodzi. Urząd Rejestracji i GIF interesują się wyłącznie lekami, zupełnie nie interesują ich kosmetyki, ponieważ te produkty to po prostu nie ich działka. Kosmetyki leżą w gestii GIS-u (Głównego Inspektora Sanitarnego), dla którego spełniają definicję i nie są analizowane jako podróbki leków. W związku z tym kosmetyki udające leki mają się dobrze. Nikt nie nadzoruje ich składu ani sposobu wytwarzania. Dla pacjenta są jednak nie do odróżnienia od leku, który oczywiście jest droższy, więc automatycznie mniej popularny.
Moim celem w żadnym wypadku nie jest deprecjonowanie prawdziwych kosmetyków i prawdziwych suplementów diety, ponieważ są one potrzebne. Krytykuję te, które udają coś, czym nie są, choć jednocześnie usprawiedliwiam producentów, których nadmierne trudności i koszty zniechęcają do rejestrowania leków, a zachęcają do tego, aby nie przejmować się niczym, wprowadzać do obrotu produkty wątpliwej jakości, ale za to tanie. Dla wielu jest to jedyna szansa utrzymania się na rynku i sprostania nieuczciwej konkurencji.

Autor: Ludwik Langer


 

Czytaj więcej w magazynie "Przemysł Farmaceutyczny" nr 6/2012

zamów prenumeratę w wersji drukowanej lub elektronicznej

 

Jak zamówić prenumeratę czasopisma drukowaną/elektroniczną

 

Na skróty

© 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. BMP'      O nas   Reklama   Newsletter   Polityka prywatności   Kontakt

Realizacja: Marcom Interactive
Newsletter BMP

Najważniejsze informacje ukazujące się w naszym portalu mogą otrzymać Państwo na skrzynkę e-mail za pomocą naszego bezpłatnego newslettera. Aby go zamówić prosimy wpisać swój adres e-mail w poniższym polu. Zapraszamy!

Polityka prywatności
Akceptuję
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.