PANIE BOGDANIE, DODA PAN GAZU! [FELIETON]
No, panie Bogdanie, doda pan gazu. [wrrruuummm!!!] Dobra! I tutaj, jak widać, pęknięty… Pęknięty kolektor wydechowy, pęknięty katalizator. Problem jest taki, że dopiero jak się rozgrzeje, to dostaje się do katalizatora lewe powietrze. Tutaj jest pęknięcie, rysa, kamera tego nie pokaże. Jeszcze raz gazu! [wrrruuummm!!!] Na oscyloskopie wygląda to tak, jakby w ogóle nie było katalizatora, katalizator jakby był wycięty, a katalizator faktycznie jest, tylko po rozgrzaniu dostaje się lewe powietrze do sondy, do katalizatora
![PANIE BOGDANIE, DODA PAN GAZU! [FELIETON] PANIE BOGDANIE, DODA PAN GAZU! [FELIETON]](Resources/ar/114001/114015/1773740019cd5424.jpg)
Czytelnicy moich felietonów wiedzą, że jak płachta na byka działają na mnie szerzące się w przestrzeni publicznej irracjonalizm i głupota, przy jednoczesnej deprecjacji nauki i racjonalizmu. Ignorancja coraz częściej jest traktowana jako „alternatywny punkt widzenia” wobec logiki, doświadczenia i wiedzy. Oczywiście tego rodzaju postawy znalazły idealne warunki do wzrostu wraz z popularyzacją internetu. Wynalazek, który miał uczynić nas mądrzejszymi (przez demokratyzację dostępu do wiedzy), zadziałał raczej jak porywisty wiatr – rozdmuchując po świecie płomień głupoty niczym pożar suchego lasu. Głupota jest zaraźliwa, ale internet nadał jej rozmiary pandemii.
Na głupotę niestety nie ma szczepionki, ale czasem można jeszcze znaleźć chwilową odtrutkę. W tym tygodniu otrzymałem jej cenną (dosłownie) porcję. Piszę te słowa oddychając świeżym, rześkim powietrzem. Na chwilę rozwiały się wokół mnie opary głupoty i odzyskałem wiarę w ludzką mądrość, rzetelność i uczciwość.
Początek felietonu to zapis filmu z „eksperymentem śledczym”, przeprowadzonym przez mojego zaufanego mechanika samochodowego, do którego odstawiliśmy samochód po zapaleniu wskaźnika „check engine”. Od dłuższego czasu obserwowałem zwiększone spalanie i zużycie oleju, gorszą moc i zmieniony dźwięk silnika. Mój mechanik ukończył Wydział Mechaniczny na Politechnice Wrocławskiej, a teraz wkłada całe serce i wiedzę w prowadzenie własnego warsztatu samochodowego. Szczególnie pasjonują go diagnostyczne aspekty jego pracy, do których podchodzi jak naukowiec i detektyw. Lubi przy tym dokumentować swoje dokonania, a że jest przemiłym człowiekiem i świetnym gawędziarzem, jego „filmy popularnonaukowe” są ciekawym bonusem dla klienta.
Po demontażu obudowy katalizatora okazało się, że logika, wiedza i doświadczenie nie zawiodły naszego detektywa, a wnioski z odczytu oscyloskopu były prawidłowe. „Wyglądało na to, jakby w ogóle nie było katalizatora”, bo faktycznie go NIE BYŁO. Śledztwo wykazało, że przyczyną braku rdzenia było wprowadzenie długiego, giętkiego wiertła do wnętrza kolektora wydechowego, skruszenie rdzenia katalizatora, a następnie „odessanie urobku”, zawierającego ok. 7 g platyny, 3 g rodu i 3 g palladu. Z takiej „rudy metali szlachetnych” można odzyskać czyste metale o wartości ok. 1500 zł. „Operacja górnicza” była możliwa wyłącznie przy zdemontowanym silniku. Jedyna taka naprawa naszego samochodu odbywała się przed kilku laty u innego mechanika. Mieliśmy wtedy podwójnego pecha, bo „mój” warsztat był akurat nieczynny z powodu dwumiesięcznego remontu. Wszystko wskazuje na to, że u nieuczciwego „kolegi po fachu”, pod pozorem oficjalnej naprawy, odbyła się jako „bonus” „laparoskopowa” operacja odessania rdzenia katalizatora. Dla zatarcia śladów przeprogramowano także komputer samochodu, aby od razu nie świecił się wskaźnik „check engine”. Co ciekawe, oficjalne przeglądy rejestracyjne nie wykazały nigdy braku katalizatora, a kontrolka zapaliła się dopiero wtedy, gdy nieprawidłowości działania silnika były już ewidentne.
Po wnikliwej diagnozie, pozyskanie części i naprawa poszły szybko. Następnego dnia skradzione i uszkodzone elementy zostały już wymienione, układ wydechowy wyregulowany, a samochód – jak nowo narodzony. Relacja wideo była już w tonie wyluzowanej dumy z dobrze wykonanej pracy:
„Jaka jest różnica ze sprawnym katalizatorem… Pierwsza sonda lambda, górna… dokładnie ta, bardzo szybko reaguje – uboga, bogata, uboga, bogata… Katalizator na bogatej, tak że wszystko jest że tak powiem, wspaniale! No i co… katalizator wjechał nowy, kolektor z katalizatorem oczywiście, uszczelki, sonda lambda nowa. No i jeszcze troszeczkę auto pochodzi, sprawdzimy, jazda testowa i finał!”
Koszt „przygody” nie był niski, ale sytuacja dała mi satysfakcję, że wciąż są ludzie, dla których wiedza, logika, doświadczenie i fachowość (połączone z krystaliczną uczciwością) to fundament ich pracy i postawy życiowej. Nasz samochód został wyleczony z „przewlekłej choroby”, a nasz detektyw z dumą dołączył „tajemnicę wyssanego rdzenia” do archiwum rozwiązanych spraw.
PS. Nie jestem sprawnym majsterkowiczem, ale dobrze wykonana praca naszego mechanika mnie zmotywowała. Sięgnąłem po instruktaż z YouTube i udało mi się naprawić cieknącą toaletę. Zaimponowałem sobie i żonie. Wiwat nauka!





Komentarze