Partner serwisu
13 grudnia 2017

Rafał Ruta: Najwyższa faza rozwoju

Kategoria: Felietony Rafała Ruty

Było ich około setki; spoczywali byle jak na piasku […] od czasu do czasu ten czy ów drapie się smacznie […]. Równinę oblewały blaski kwadratowego słońca. Z piasku sterczały tu i ówdzie jakieś połamane kółka, wiechcie, papiery i inne odpadki, miejscowi zaś spoczywali wśród nich byle jak, ten na plecach, ów na brzuchu, a któryś z dalej leżących zadarł nawet obie nogi i celował nimi od niechcenia w zenit.

Stanisław Lem „Cyberiada”, Wydawnictwo Literackie 2001, s. 367

Rafał Ruta: Najwyższa faza rozwoju

Fragment książki mojego ukochanego pisarza pasował mi idealnie jako wstęp do felietonu w numerze „PF” poświęconym optymalizacji i efektywności. Szeroko rozumiany rozwój (biologiczny, społeczny, naukowy, technologiczny) był jednym z wiodących motywów twórczości Lema. Od miliardów lat rozwój życia na Ziemi przebiega w ramach powolnej ewolucji biologicznej. Użycie pierwszych narzędzi przez przodków człowieka skierowało jednak nasz gatunek na ekspresową drogę rozwoju technologicznego, który zepchnął w cień nasze wrodzone, biologiczne predyspozycje. Bez naszych technologicznych protez często jesteśmy bezradni i zdezorientowani (patrz felieton „Chłopiec z zapałką” w numerze „PF” z 4-5/2016).

Cytat opisuje pierwsze zetknięcie konstruktora Klapaucjusza z przedstawicielami Najwyższej Fazy Rozwoju. Bardziej niż z rozwojem kojarzy się to z upadkiem i wtórną degeneracją tej cywilizacji. Jednak sposób korzystania z nowoczesnych technologii w naszym świecie  – np. „zrośnięcie” wielu osób z ich telefonami, tabletami i komputerami w stopniu izolującym ich z „realnego” otoczenia – przypomina mi trochę wizję Lema, powstałą w 1965 roku.

Pierwszym co zazwyczaj przychodzi do głowy, gdy mówimy o optymalizacji i efektywności, są techniki informatyczne i komunikacyjne. Od dziecka byłem zafascynowany komputerami – w pracy uwielbiam np. zaawansowane techniki arkusza kalkulacyjnego MS Excel. Z jednej strony zwiększają one efektywność, bo zastosowanie tabel przestawnych i funkcji baz danych pozwala wielokrotnie przyspieszyć pracę. Z drugiej strony, każdy z nas spotyka się na pewno ze zjawiskiem przytłoczenia nadmiarem informacji. Weźmy choćby pocztę elektroniczną – wiele spraw możemy dzięki niej załatwić znacznie szybciej niż przez telefon, albo osobiście, ale często ilość prowadzonej korespondencji sprawia, że „nie ma kiedy popracować”, a i kontakty osobiste często stają się rzadsze.

W głębi serca jestem „niedoszłym informatykiem”. Kocham nauki ścisłe i informatykę, ale nigdy nie poświęciłem się jej bez reszty – za dużo we mnie „ciągot humanistycznych”. Jestem bardzo ostrożny wobec rozumienia optymalizacji i efektywności, sprowadzającej się do szybkości czy intensywności pracy. Wszyscy chyba znamy specyficzny typ pracowników (najczęściej – konsultantów), których nazywam „excelowi menenedżerowie”. Nierozłączni ze swoimi laptopami, każdą sprawę potrafią sprowadzić do tabelki w Excelu, która po przesłaniu do pracowników i wypełniona przez nich danymi, daje takiemu „elektronowemu mózgowi biznesu” dostęp do całego zbioru prawd objawionych. Takie podejście obserwowałem podczas wdrażania systemu zintegrowanego, wprowadzaniu nowego systemu rozliczania kosztów albo podczas zmian własnościowych i organizacyjnych. Ale zawsze czułem, że to za mało.

Rozmawiałem ostatnio z koleżankami i kolegami, którzy pracują w firmie od dłuższego czasu (20-30 i więcej lat). Chciałem wiedzieć co z perspektywy ich doświadczenia oznacza optymalizacja i efektywność. W opinii większości z nich, największy wpływ wywarły zintegrowane systemy zarządzania, łączące wszystkie procesy zachodzące w firmie. Za równie ważne uznano procedurach systemy zapewnienia jakości. Ten drugi czynnik nie jest wcale zmniejszeniem ilości wykonywanych operacji, czy robieniem czegoś „na skróty” (z czym mogłaby się kojarzyć optymalizacja). Przeciwnie, na pierwszy rzut oka system zapewnienia jakości to ogromna, wszechogarniająca biurokracja. Ale każdy z Państwa wie z doświadczenia, że jest to zasadniczy element tożsamości współczesnej branży farmaceutycznej. To nie jest prawo, którego przestrzegamy, bo będziemy mieli audyt lub kontrolę. To jest nasza „konstytucja”, fundament naszej kultury organizacyjnej.

Pojawiła się również opinia, że w naszych „zoptymalizowanych i efektywnych” organizacjach często doświadczeni, starsi pracownicy są odsuwani na bok. Ich wieloletnie doświadczenie i wiedza fachowa często nie pasuje do wizji biznesu „szybciej, taniej, prościej”. Bardzo mnie to poruszyło. Pamiętam, że w czasach mojej długoletniej pracy w Dziale Kontrolingu, dwoje najstarszych pracowników działu było dla mnie największymi autorytetami. Nie byli excelowymi „wymiataczami”, ale byli po prostu mądrzy. Wiele razy przekonałem się, że moje excelowe sztuczki są świetnym narzędziem, ale gdy coś „było nie tak” – wtedy ich doświadczenie i opanowanie było oparciem dla naszej pracy i dla mnie. Wiedziałem, że z ich mądrością i moją biegłością w narzędziach, zawsze damy sobie radę. To jest wizja optymalizacji i efektywności, z którą chciałbym mieć zawsze do czynienia.

PS. Jaka była przyczyna „rozmemłania” opisanej na wstępie Najwyższej Fazy Rozwoju? Wyjaśniła to konstruktorowi wszechmocna maszyna cyfrowa, zdolna do modelowania wszystkiego, co istnieje: „Robić cokolwiek można dopóty, dopóki nie można jeszcze robić wszystkiego. Potem trzeba siedzieć cicho”. Cieszę, że nie wszystko w naszym świecie jest jeszcze optymalne!

Felieton został opubliowany w numerze 2/2017 czasopisma "Przemysł Farmaceutyczny"

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ