Partner serwisu
09 października 2018

Jestem Paszczakiem

Kategoria: Felietony Rafała Ruty

2010 rok. Pierwsza wizyta mojej starszej córki w hipermarkecie. Ma 3 lata, to jej dziewczęca „inicjacja zabawkowa”. Na Dzień Dziecka wybierze swoją pierwszą lalkę Barbie. Dziecięcy raj: kilkadziesiąt wersji lalek!  Wszystkie kolory skóry, włosów, dowolne ubrania i dodatki: sukienki, buty, kapelusze, psy! Brać, wybierać, decydować, i niczego nie żałować! Córka stoi przed swoją bramą do szczęścia: regałem wypełnionym produktami cywilizacji dobrobytu. Róg obfitości… Kraina mlekiem i miodem płynąca… Sezamie, otwórz się!

Jestem Paszczakiem

Pierwsza euforia: blondynka w stroju kąpielowym. Ale… Brunetka w sukni wieczorowej też jest piękna! A gwiazda pop, ze strojem w cekinach?! Wraz z żoną podajemy córce coraz to nowe pudełka. Jedne stoją obok niej, dwa próbuje utrzymać na rękach, oglądając trzecie. 15 minut… Rośnie sterta pudełek. Nie wiem dlaczego, ale ta sterta przypomina mi piramidę puszek z groszkiem konserwowym — dziecięce wspomnienie ze sklepów spożywczych w latach 80. XX wieku. 30 minut… Córka jest coraz bardziej skołowana. Wreszcie… JEST!!! Lalka wybrana! „Chyba ta w stroju kąpielowym”. Na pewno? Tak, na pewno! Idziemy do kasy, stoimy w kolejce, podajemy lalkę do skasowania. NIE!!! Nie ta! „Chyba ta z cekinami!”

Wracamy do Sezamu. Córka machinalnie, jak robot przekłada pudełka na regałach. 45 minut… Oczy dziecka błyszczą niczym cekiny na sukni Barbie. To nie jest błysk radości ani ekscytacji. Twarz wykrzywia się w podkówkę, po policzkach płyną łzy jak groszek konserwowy (już wiem, dlaczego o nim myślałem). „Mamo, ja nie wiem, ja już nie chcę żadnej…” Samemu chce mi się płakać. Wybór zabawki miał dać radość, a przynosi stres, płacz i rezygnację z jakiegokolwiek wyboru. Bierzemy ten trud na siebie. Wracamy do pierwszego wyboru i idziemy do kasy z lalką w stroju kąpielowym!

Nie znałem wtedy tego określenia, ale córka doświadczyła „paradoksu wyboru”. Najprościej mówiąc, jest to stres i paraliż decyzyjny, odczuwany wobec zbyt wielu możliwości wyboru. Dotyka on nie tylko ludzi. Bohaterowi wiersza Aleksandra Fredry „Osiołkowi w żłoby dano” wystarczył dylemat: słoma czy siano, aby „oślina pośród jadła – z głodu padła”. W paradoksie wyboru realny problem to nie „co będzie lepsze”. Problem polega na tym, że na każdą wybraną rzecz przypada znacznie więcej rzeczy niewybranych. Wybór blondynki w stroju kąpielowym oznacza rezygnację z gwiazdy w cekinach i damy w sukni wieczorowej. Wybór siana oznacza rezygnację ze słomy. Wybór słomy – rezygnację z siana. A jeżeli wybierzemy „źle”? Często więcej myślimy o tym, co pozostawiliśmy, niż o tym, na co się zdecydowaliśmy.

Słoma czy siano, która Barbie, które buty, który samochód, który kosmetyk, który telewizor, który telefon, który ser, które piwo, które wino, który komputer, który tablet, gdzie na wakacje, które przedszkole, która szkoła, które studia, która dieta, która impreza, która aplikacja, która kobieta, który mężczyzna, która, który, które, która, który, które, która, który, które…??? …??, …?, …

W zachodniej kulturze dobrobytu, nadmiaru i przesytu ten problem atakuje nas codziennie, pozbawiając poczucia stabilności i bezpieczeństwa. Zdradzę Państwu, jak ja sobie z tym radzę.  Nie mogę żyć bez książek, muzyki i filmów, a w epoce cyfrowej paradoks wyboru jest tu przytłaczający. Netflix, Spotify, biblioteki cyfrowe („analogowe” też) to studnia bez dna. Przestałem się stresować wyborem odkąd pogodziłem się, że nie poznam wszystkiego. Stosuję podejście Paszczaków. Ci drugoplanowi bohaterowie cyklu Tove Jansson o Muminkach są na swój sposób autystyczni. Znajdują swój kawałek świata do eksploracji (kolekcjonerstwo albo praca) i skupiają się na nim. Ja skupiłem się na samoograniczeniu.

Czytam jedną książkę na dwa tygodnie wg biblionetka.pl – genialnej bazy książek wg gatunków, języków, lat, ocen czytelników albo popularności. Oglądam jeden film w tygodniu wg icheckmovies.com – oficjalne i nieoficjalne rankingi wg krajów, reżyserów, dekad, gatunków, itp. Oglądam jeden odcinek serialu tygodniowo (fajnie jest na coś czekać!). Słucham jednej nowej płyty dziennie (ale trzykrotnie) w serwisie Spotify, wybieram wg rateyourmusic. com. No i raz na dwa miesiące piszę felieton dla Państwa! Jako rasowy Paszczak znajduję spokój w porządkowaniu mojego małego świata. Dzisiaj wybieram siano, słomę zjem jutro, owsa być może nigdy nie zjem, ale trudno. Szalony świat trochę mi się upraszcza. Czuję się wolny i BEZPIECZNY.

PS. Nie samą kulturą człowiek żyje. Zacząłem biegać 3 razy w tygodniu po 10 km (niedawno nie przebiegłbym 200 m…). Za każdym razem zwiększam prędkość o 0,1 km/h. W końcu jestem Paszczakiem…

Felieton został opublikowany w wydaniu 3/2018 dwumiesięcznika "Przemysł Farmaceutyczny"

Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ