Partner serwisu
Tylko u nas
28 października 2019

Na przykład „swetr”

Kategoria: Felietony Rafała Ruty

„Proszę Pana, to jest najnowocześniejsze urządzenie w tym sklepie, dla Pana idealne. Dokąd Pan ma tę wycieczkę? Niemcy, Francja, Szwajcaria, Włochy? Dwa tygodnie objazdówki? A w Szwajcarii ile Pan będzie? Dwa dni? To da radę. Szwajcarskiego akurat nie ma, ale dwa dni Pan przetrzyma. Na migi Pan pokaże.

Na przykład „swetr”

W innych krajach ma Pan spokój. Jedenaście języków, trzy tysiące słów w każdym, nawet trochę całych zdań jest, wystarczy Panu! Baterię zapasową w gratisie daję. Pokazać? Kalkulator Pan zna? To tak samo tutaj są przyciski. Najpierw do Niemiec Pan jedzie? To proszę, flagę Pan wciska niemiecką. Łatwizna zapamiętać, taka jak Klinsmann i Völler koszulki mają – czarna, czerwona i żółta. Proszę, nie wie Pan jak coś powiedzieć, wpisuje Pan i to tłumaczy, na przykład „swetr”.

Na gładkim przebiegu prezentacji pojawiła się rysa. Pisk elektronicznego gadżetu sugerował, że „swetr” się nie odnalazł. Sprzedawca desperacko przebierał po gumowych przyciskach, próbując w plastikowym wnętrzu odnaleźć zgubę. Klient, pan około 60-letni o wyglądzie bibliotekarza (nota bene w tureckim sweterku w romby), jeszcze przed chwilą był zaintrygowany. Teraz chyba już pogodzony, że nie tylko po „szwajcarsku”, ale i w pozostałych językach będzie musiał porozumiewać się na migi. Mimo tej wpadki, klient był wciąż zafascynowany cudem nowoczesnej techniki, tzw. słownikiem elektronicznym. Po długich testach i namysłach został jego właścicielem. W końcu „swetr” już miał, pół biedy że go nie ma w słowniku, najwyżej pokaże na migi na sobie! „Bibliotekarz” i tak mógł być dumny ze zdolności negocjacyjnych, zbił cenę z 6 do 5 milionów złotych, a sprzedawca chyba go jeszcze przekonał, że ma szansę na wylosowanie mercedesa. Młodszym czytelnikom dopowiem, że przed denominacją z 1995 r. przeciętne wynagrodzenie wynosiło właśnie 5 mln zł, jajko kosztowało 2,2 tys. zł, chleb 6,7 tys. zł, kilogram szynki 128 tys. zł, a najtańszy samochód (Fiat 126p, czyli „Maluch”) – 80 mln zł.

Sprzedawca podkreślał NOWOCZESNOŚĆ jako kluczową cechę cudownego gadżetu. Czy w świecie, w którym wiele osób raz na rok wymienia telefon na nowy, to słowo jeszcze coś znaczy? Wszyscy pamiętamy różne, w swoim czasie supernowoczesne urządzenia, technologie, wynalazki. Magnetofon kasetowy, magnetowid VHS, płyta CD, telewizor 3D, dyskietka 5,25”… Przepraszam, to ostatnie to faktycznie staroć, ale dyskietkę 3,5” w sztywnej kopercie chyba mogę nazwać nowoczesną? Mieści przecież aż 1,44 MB — 800 stron maszynopisu na krążku o średnicy 9 cm, ważącym 100 g!

Absolutnie nie naśmiewam się z dyskietek. W moich czasach studenckich była to jedyna praktycznie dostępna technika przenoszenia danych między komputerami, nie licząc wymontowania i przeniesienia twardego dysku, aby podłączyć go do innego komputera. Na dyskietkach zapisywałem prace zaliczeniowe, kopiowałem od kolegów gry i programy, odczyniając uroki, aby przy odczycie nie „wyskoczył error”. Prawdopodobnie kilkanaście lat temu wielu z Państwa miało jeszcze zachomikowane dziesiątki dyskietek wśród „przydasiów” w piwnicy, a nagle w nowym komputerze nie było już stacji dysków, aby je odczytać! Nie wyśmiewajmy więc technologii, niegdyś nowoczesnych, a potem standardowych, która ustąpiły miejsca innym rozwiązaniom. Nie utożsamiajmy nowoczesności z konkretnymi technologiami, urządzeniami, standardami, parametrami, systemami informatycznymi, itp. Każda tak rozumiana „nowoczesność” w końcu stanie się ramotą, a w najlepszym razie nostalgicznym gadżetem, jak stare konsole do gier, kasety magnetofonowe, czy stare gry z komputerów 8-bitowych.

Na marginesie dodam, że w niektórych przypadkach taka nostalgia może przerodzić się w odwrócenie trendów rynkowych. Przykładem mogą być płyty winylowe ze swoją fantastyczną stroną wizualną i analogowym, ciepłym brzmieniem, ukochanym przez audiofilów. Fizyczne nośniki muzyczne są oczywiście w odwrocie w porównaniu ze streamingiem (Spotify, itp.) i np. w USA stanowią ok. 10% rynku. Kto jednak mógłby przypuszczać, że w 2020 r. sprzedaż płyt analogowych ponownie (od 1986 r.) przekroczy wyniki płyt CD?

Nowsze nie zawsze oznacza doskonalsze pod każdym względem. Często przy okazji takich procesów technologiczna „gorsza moneta” wypiera lepszą. Amatorskie zdjęcia rzadko już robimy aparatami fotograficznymi. Nie mówię nawet o lustrzankach, bo one zawsze były domeną osób bardziej zaangażowanych w fotografię, ale od paru lat nawet aparaty kompaktowe stały się produktem niszowym, wypartym przez zawsze dostępne smartfony. W moim zbiorze zdjęć widzę, jak bardzo jakość przeszła w ilość. Stały się one (o wiele za dużym) zbiorem okazyjnych obrazków, trzymanych w „chmurze” typu Google Photos. Swoją drogą ciekawe, czy za 100 lat „nowoczesne” Google będzie istniało i strzegło naszych zdjęć, a nasze prawnuki będą mogły obejrzeć rodzinny album na „odziedziczonym” koncie? Chyba jednak lepiej na własną rękę zabezpieczę moje zdjęcia! Może pewniejszy od „chmury” będzie twardy dysk? Chyba za 60 lat prawnuki będą miały w piwnicy coś z USB? W końcu to standard! Może dyski optyczne? Czy ktoś ma stację Blu-Ray/DVD/CD i próbował odczytać swoje archiwa np. muzyczne „wypalone” dwadzieścia lat temu na płytach CDR?

Przenieśmy się w czasie o pięćset lat. Wyobraźmy sobie archeologa, który w 2519 r. przekopuje szczątki dzisiejszego miasta. Czego dowie się o nas z kopalnych dyskietek, pendrive’ów, najtwardszych twardych dysków, serwerów, backupów itp.? My wiemy sporo o życiu starożytnych Egipcjan, Greków i Rzymian, ale parę tysięcy lat temu byli bardzo nowocześni, bo używali najgenialniejszego wynalazku ludzkości — pisma na materialnych nośnikach.

Ja też chcę być nowoczesny! Stare zdjęcia rodziny są od zawsze częścią mojej tożsamości, mam ich kilkaset, ale nierzadko tyle „pstrykam” telefonem w jednym tygodniu, by potem wielu z nich nawet nie zobaczyć na całym ekranie, a co dopiero w albumie. Moje postanowienie: zrobić porządną selekcję i wywołać po sto zdjęć na kwartał na starym, poczciwym, nowoczesnym papierze! Za sto lat moje prawnuki bezprzewodowo, na własne oczy zobaczą, jak wyglądałem!


PS. Mam nadzieję, że „bibliotekarz” zwiedzając muzeum sztuki, wśród trzech tysięcy słów tłumacza odnalazł podstawowe wyrażenia jak „fowizm” czy „ekspresjonizm”. „Swetr” – pół biedy, ale musiałby być mistrzem Europy w kalamburach, żeby „pointylizm” pokazać na migi.

fot. 123rf/zdjęcie ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ