Partner serwisu
Tylko u nas
24 czerwca 2019

UNBOXING vs. BOXING

Kategoria: Artykuły z czasopisma

Gumowy samochodzik… Spiderman… Plastikowy samochodzik… Piesek w gumowej torebce na sznureczku… Miś z serialu dziecięcego „Masza i niedźwiedź”… Kilka małych kuleczek w plastikowej torebce… Uśmiechnięty wózek widłowy… Samochód pickup…, [kilkanaście kolejnych zabawek]…, Masza (ta od niedźwiedzia)… i na koniec superbohater Thor z młotem bojowym.

UNBOXING vs. BOXING

Zdradzę Państwu tajemnicę. Gotowi? No to już! Obok nas istnieje świat równoległy. Nie jakaś tam sobie nisza, o nie! To potężne mocarstwo, rosnące w siłę każdego dnia i wpływające na życie setek milionów ludzi. Większość nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia. Nie, nie zwariowałem, ani nie dołączyłem do płaskoziemców, antyszczepionkowców, ani do żadnej „sekty” żywiącej się teoriami spiskowymi. Po moim trupie!

Kto ma dzieci w wieku przedszkolnym, mógł zetknąć się z tym światem. Na YouTube „zjawiskiem kulturowym” stały się filmy z seryjnego otwierania zabawek z popularnych słodyczy – jajek niespodzianek. Schemat takiego filmu, nakręconego kamerką USB, jest zawsze podobny. Wypielęgnowane ręce otwierają kolejne plastikowe pojemniczki. Kilka sekund prezentacji ulotki reklamowej i zabawki, po czym wędrują one na stertę wcześniej otwartego „badziewia”. Do wypielęgnowanych rąk trafia kolejny pojemniczek. Akcja jest wartka, migają kolory i rekwizyty. Budżet: ok. 90 zł (30 jajek po 3 zł). Czas trwania: 7 minut i 45 sekund. Ilość wyświetleń: 810 milionów. Szacowane przychody twórcy z reklam w YouTube: ok. 1 milion dolarów. Może więcej, bo dzieci często oglądają wszystkie doklejone reklamy.

Na YouTube są 22 miliony filmów z otwierania jajek niespodzianek. To jeden z tych zakamarków Internetu, w które wierzymy dopiero, gdy sami je zobaczymy. Jako dorośli odkrywamy te nieznane rewiry, gdy czasem damy dziecku w wieku 3-7 lat telefon lub tablet (np. podczas podróży samochodem), żeby sobie „pooglądało bajki”. Algorytmy automatycznych rekomendacji filmów doprowadzają dzieci do tych aspektów ludzkiej cywilizacji, z których jestem „trochę” mniej dumny niż z lądowania na Księżycu. Te filmy działają na maluchy jak hipnoza! Myślałem, że w przypadku mojej młodszej, 6-letniej córki konieczne będą brutalne „ograniczenia administracyjne”. Na szczęście zaczęła się wiosna, zaczął też dzwonić domofon: „Wyjdzie Ania? Wyjdzie Iga?”. Dzieci z okolicy (w wieku od 2 do 13 lat) stworzyły kulturę podwórkową w starym stylu. Wspólnie spędzają czas na huśtawkach, zabawie w piasku, w chowanego, w zaklepywanki, rysowanie kredą, jazdę na hulajnogach, rowerach, wspinanie się na drabinki, chodzenie po drzewach, skakanie przez skakankę, grze w piłkę, zabawie z psami, itp. Córki ściągamy przemocą do domu na ostatnią chwilę przed kolacją i snem. Nie ma już czasu na elektronikę i multimedia.

Pobawię się teraz w psychologa. Wiemy, ile radości (nie tylko dzieciom) daje zbiorowe otwieranie prezentów na Boże Narodzenie. Moja domorosła teoria jest taka, że tego typu filmy są dla dzieci czymś w rodzaju wirtualnej, za to seryjnej ceremonii prezentowej i odtwarzają związane z nią emocje. Zapakowane prezenty i uroczysta oprawa skupiają dziecięce emocje związane z wyobrażoną zawartością prezentu
i atmosferą rodzinnego święta. Po kolacji wigilijnej, upragnione prezenty spod choinki przechodzą wreszcie do „realu” w wyczekiwanym rytuale ich rozpakowania.

W filmach z seryjnego otwierania zabawek przechodzimy na wyższy stopień abstrakcji. Tu prezenty są na ekranie, dziecko samo ich nie otwiera. Emocje związane z przedmiotem są umiejscowione już nie w opakowaniach, ale w filmie o otwieraniu opakowań (wirtualność do kwadratu). Prezentacja kilkudziesięciu zabawek pod rząd wprowadza dzieci w rodzaj transu, a uzależnienie od takiego „strzału dopaminowego” przychodzi prawie automatycznie.

Nie wszyscy mają dzieci w wieku 3-7 lat, ale nie tylko one ulegają czarowi „unboxingu”. Z jego dorosłą wersją chyba każdy się zetknął, bo na YT są 123 miliony filmów z rozpakowywania różnych dóbr, najczęściej elektroniki. My też chcemy poczuć dziecięce emocje, a dostarczają ich autorzy filmów, którzy za nas rozpakowują wirtualne prezenty.

Na szczęście nie wszystko jest wirtualne i nie wszystko wiąże się z kupowaniem bądź oglądaniem tego, co kupili inni. Sto razy od „unboxingu” wolę obserwować „boxing”. Tak nazywam krwioobieg i tętno produkcji na linii pakującej: w wytwórniach mojej firmy albo w innych zakładach, odwiedzanych podczas wizyt biznesowych i na konferencjach farmaceutycznych. Tuby napełniane kremami… tabletki zgrzewane w blistrach… wsypywane do butelek… automatycznie składane kartoniki… ulotki… rytmiczny ruch… przesuwanie elementów linii. Jeżeli jeszcze są roboty, to cieszę się jak dziecko. Czuję się wtedy częścią żywego organizmu. Czytam poprzednie zdania i pachną mi one socrealizmem, ale co poradzę, że „boxing” jest taki fajny!

PS. Też mam słabość do opakowań. Kocham muzykę, ale obecnie (oprócz koncertów) słucham jej w Spotify. Wciąż mam sentyment do fizycznych nośników, ale realizuję go w sferze symbolicznej – uwielbiam filmy z otwierania i prezentacji kolekcjonerskich wydań płyt winylowych. Wspaniałe okładki, książeczki ze zdjęciami i tekstami, plakaty… Płyta wyjęta z koperty ląduje na talerzu gramofonu. Opuszcza się ramię, słychać trzask igły. Zaraz się zacznie…

fot. 123RF.com/zdjęcie ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ