Partner serwisu
Tylko u nas
17 grudnia 2019

Nie chcę was zjeść

Kategoria: Felietony

„Kilka większych pałaców było tylko mieszkaniami, wielkimi jadalniami i sypialniami. Warsztatów ani urządzeń nie dostrzegłem. A przecież ludzie ubierali się w ładne tkaniny, sandały ich zaś były misternymi okazami wyrobów metalowych. Gdzieś te rzeczy musiały być robione, a małe istoty nie objawiały cienia dążności wytwórczych; nie było ani sklepów, ani warsztatów, ani też urządzeń, które by wskazywały na dowóz z zewnątrz. Cały czas spędzali ci ludzie na miłej zabawie, na kąpaniu się w rzece, na półswawolnych romansach, na spożywaniu owoców i  spaniu. Nie mogłem zgoła dopatrzeć się, jak dalece zajmowały ich sprawy ekonomiczne”. („Wehikuł czasu”, Herbert George Wells, tłum. Feliks Wermiński, akapit 234, wolnelektury.pl).

Nie chcę was zjeść

Taki świat ujrzał wynalazca wehikułu czasu w roku 802.701. Skąd beztroscy ludzie przyszłości brali przedmioty codziennego użytku? To proste: skupili się na „kluczowej kompetencji” wiecznego wypoczynku, a WSZYSTKIE funkcje wytwórcze objęli outsourcingiem. Za jaką cenę? O tym później.

Nowela powstała w 1895 r. Wiktoriańska Anglia jest u szczytu potęgi politycznej i ekonomicznej. Rewolucja przemysłowa rozlewa się na świat jak rwąca rzeka. Porządek społeczny Europy, od stuleci oparty na stabilnych pozycjach arystokracji, duchowieństwa, chłopów i mieszczan, wywraca się do góry nogami. Świat zmienia się nie do poznania. Miasta pulsują parą i elektrycznością, rozrastają się jak nowotwory, wchłaniając pobliskie wsie. Karmione tą rozedrganą energią, masowo powstają fabryki, niczym nienasycone jamochłony wysysające ludność chłopską z okolicznych wsi. Rodzi się klasa robotnicza.

Uczestnicy tegorocznego Jesiennego Sympozjum Przemysłu Farmaceutycznego wiedzą, że odbywało się ono w hotelu Andel’s, dawnej przędzalni Izraela Poznańskiego, w sercu przemysłowej Łodzi. Gdy Andrzej Wajda w 1975 r. kręcił tu „Ziemię Obiecaną” (dla mnie najwybitniejszy polski film), łódzkie fabryki włókiennicze wciąż działały w najlepsze. Nasza konferencja tętniła życiem w miejscu, w którym huczała filmowa fabryka Karola Borowieckiego. W pierwszej scenie tłum biedoty z podłódzkich wsi, jak rzeka wpływa do dymiących kominami, ryczących syrenami i dudniących maszynami fabryk. Jak krwiożerczy bóg Moloch, fabryki wsysają masę ludzką w swoje trzewia. Industrialną, metaliczną energię prawdziwej i filmowej fabryki wciąż czuje się w hotelu Andel’s.

„Ziemia Obiecana” i „Wehikuł czasu” powstały jednocześnie. Pierwsze dzieło to klasyczna powieść realistyczna, druga zapoczątkowała społeczny nurt fantastyki naukowej. Reporterskie obserwacje oraz fantastyczna wizja są jednak zaskakująco spójne. Wells wyobraził sobie wpływ rozwoju technologii na relacje społeczne. Beztroscy, ale bezwolni mieszkańcy „raju” za 800 tysięcy lat to Elojowie – potomkowie „klasy wyższej”, którzy wszystkie działania wytwórcze przenieśli do robotniczych podziemnych dzielnic. „Outsourcing” osiągnął tu ekstremum. Pławiąc się w wygodzie automatycznie wspomaganego życia, Elojowie zatracili inteligencję, zdolności organizacyjne i motywację do jakiegokolwiek działania. Stali się biernymi „owieczkami”, odruchowo korzystającymi z podupadającej infrastruktury, o którą nie umieją już nawet zadbać. Żyją z dnia na dzień, poświęcają się prostym zabawom, żywią się wyłącznie surowymi owocami. Mają jednak mroczną tajemnicę. Panicznie boją się ciemności, a noce spędzają w grupach, kryjąc się w wielkich, niszczejących już budynkach.

Z kolei pracownicy podziemnych fabryk, oddzieleni od naziemnego świata, zdegenerowali się w podobne do małp, prymitywne istoty zwane Morlokami. Oni też działają odruchowo — żyjąc w wiecznej ciemności, niejako „z rozpędu” obsługują fabryki, dostarczając Elojom najprostszych przedmiotów. Przedstawiciele dawnej klasy wyższej płacą swoim „podwykonawcom” wysoką cenę. Wieczorami stają się łupem i pożywieniem dla Morloków, którzy nocami wypełzają z podziemnych instalacji, by polować na swych dawnych panów.

Nie umiem odsunąć skojarzeń z masowym przesuwaniem produkcji przemysłowej, a nawet obsługi klienta firm europejskich i amerykańskich na Daleki Wschód (w naszej branży zwłaszcza do Indii i Chin). W dziedzinie surowców uzależnienie jest tak duże, że kryzysy jakościowe w kilku wielkich chińskich firmach zaowocowały masowymi brakami leków w Europie.

„Ja chcę, żeby stawiali domy, żeby budowali fabryki, robili ulice, urządzali komunikację, przeprowadzali drogi! Ja chcę, żeby moja Łódź rosła, żeby miała pałace wspaniałe, ogrody piękne, żeby był wielki ruch, wielki handel i wielki pieniądz”. To mówi w „Ziemi Obiecanej” Dawid Halpern, wielki „fan” przemysłowej Łodzi, stojąc obok dzisiejszego hotelu Andel’s. Ja też chcę, żeby w naszej branży był wielki ruch, wielki handel i wielki pieniądz. Pielęgnujmy zatem nasze „kluczowe kompetencje”, ale w gorączce outsourcingu nie traćmy tożsamości. Nie stańmy się Elojami, drżącymi w ciemności przed Morlokami, na których kiedyś przenieśli swoje „niekluczowe” kompetencje.

PS. Mnie się nie obawiajcie, drodzy Państwo. Chcę produkować dla Was leki, ale nie mieszkam pod ziemią i nie boję się światła, więc nie zostanę Morlokiem. Wielu z Państwa znam i bardzo lubię, ale nie chcę Was zjeść.
 

fot. 123rf/zdjęcie ilustracyjne
Nie ma jeszcze komentarzy...
CAPTCHA Image


Zaloguj się do profilu / utwórz profil
Strona używa plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. OK, AKCEPTUJĘ